Kiedy w końcu zapukali, poczułem, jak w domu zapada dziwna cisza. Otworzyłem drzwi i w progu pojawił się mężczyzna, identyczny jak nasz, z burzą włosów i zmieniającym się wyrazem twarzy. Jego oczy lekko drżały. Jego wzrok błądził w górę i w dół, automatycznie odświeżając się między oddechami. To nie był ktoś, kto przyszedł, żeby mnie wyzwać. To był ktoś, kto nigdy nie przewidział tej chwili. W tym objawieniu sekret nigdy nie miał być okrutny. Po prostu pozwolono mu się ujawnić, ponieważ nikt nie chciał zakłócić kruchego pokoju, który zbudowaliśmy.
Rozmowa, która mogła mnie zaskoczyć. To była bezpośrednia rozmowa telefoniczna, każdy podniesiony głos mógł zmrozić powietrze wydobywające się z każdego oddechu. Siedzieliśmy przy stole, troje dorosłych, z decyzją podjętą lata przed narodzinami Lily. Odkryłem starą relację, która po cichu się rozpadła. Odkryłem alternatywne możliwości, dzięki którym wszystko było proste, dzięki nieporozumieniu, dzięki któremu życie toczyło się bez końca. Z możliwością porodu w mleku, raczej ukrytego niż rzeczywistego. Bolało, kiedy się zdarzało, ale ból był znośny, nie tylko przekazywany.